października 27, 2017

#33 Tam, gdzie nie czuć już lęku.

#33 Tam, gdzie nie czuć już lęku.



 Hej! Dziś przychodzę do Was w trochę innym wydaniu niż zwykle. tym razem nie będzie kosmetycznie ani paznokciowo. Będzie książkowo.
 Bardzo lubię czytać i przez moje ręce przechodzi całkiem sporo książek, ta jest jedną z tych, która na pewno zostanie w moich zbiorach i do której będę wracać. A mowa o 'Tam, gdzie nie czuć już lęku' - Monika Held.
 Znalazłam ją już jakiś czas temu na kiermaszu książek w Biedronce i przyznam,. że najbardziej zainteresowała mnie okładka, często jeśli nie potrafię się na coś zdecydować, to wybieram te z ładnymi okładkami.
 Nie potrafię dzielić książek według rodzajów literackim, dla mnie dzielą się one na lekkie, które można wciągnąć w jeden lub dwa wieczory, na takie przy których trzeba sobie zrobić przerwę, przegryźć wszystko i dopiero wrócić do czytania i na te, których totalnie nie mogę przetrawić. Ta jest z grupy tych, która skłania do refleksji i nad która trzeba trochę posiedzieć, a przynajmniej tak działała na mnie.




 Autorka w skrócie opisuję książkę jako siłę miłości w cieniu tragedii, ja jednak mam co do niej trochę szersze odczucia. Dla mnie książka opowiada głownie o życiu i śmierci. tym, jak życie jest ważne i tym jaka śmierć bywa prosta i okrutna. Skrywa ona w sobie historię mężczyzny, któremu udało się przeżyć pobyt w Auschwitz. Fanem historii nie jestem, a dzięki tej książce trochę się w nią zagłębiłam.
 Ma ona wiele wątków i owszem, jednym z nich jest historia miłości. Ukazanie jak ważna jest akceptacja i zrozumienie. Opowiada również o strachu, nawiązuje do wiary.
 Mimo tego, ze pokazuje dużo zła, które się dzieje pokazuje tez dobro i to, że na wszystko trzeba pracować. Żeby cokolwiek osiągnąć, najpierw trzeba to zrozumieć.
 Uważam, że jest to jedna z tych książek, które są warte przeczytania. mimo ciężkiego tematu napisana jest bardzo prosto, zrozumiale i mimo wszystko przyjemnie.
 Nie robię więcej spojlerów, zostawiam Was z moimi ulubionymi fragmentami. :)




Czy jest tu ktoś, kto chętnie przeczytałby więcej recenzji dotyczących książek? Jeśli tak to chętnie będę takie posty tworzyć.♥


~ xoxo i do następnego!

października 22, 2017

#32 Bishojo Krem wodny regenerujący.

#32 Bishojo Krem wodny regenerujący.


  Hej, dziś przychodzę do Was z produktem, który ratuje moją skórę na co dzień jak i przy większych katastrofach. A mowa o Bishojo - kremie wodnym regenerującym. Jakiś czas natrafiłam na próbkę kremu i bardzo przypadł mi do gustu, przy pierwszej lepszej okazji skusiłam się więc na opakowanie pełnowymiarowe.




 Krem zamknięty jest w prostej, estetycznej tubie. W zasadzie cała linia kosmetyków Bishojo wygląda bardzo podobnie - klasyczne białe opakowania, czarne napisy i orchidea. Tubka ma pojemność 30 ml i zakończona jest dosyć wąską końcówką, dzięki czemu produkt można bardzo łatwo dozować. Niby prosta rzecz, a jako posiadaczce długich paznokci - bardzo ułatwia życie. Osobiście jak tylko się da, unikam kremu w słoiczkach, bo kosmetyki pod paznokciami to coś, co mnie przeraza, szczególnie jeśli używam ich tuż przed wyjściem z domu.




 Jakie są obietnice producenta? 

 Błyskawicznie regeneruje i naprawia skórę. Stymuluje syntezę kolagenu i odnowę komórkową, przywraca skórze gładkość i elastyczność, poprawia jej koloryt. Zapewnia właściwe nawilżenie, likwiduje uczucie spięcia skóry. Lekka wodna konsystencja natychmiast wnika w skórę, zapewniając lepszą absorpcję substancji aktywnych.

0% silikonów, 0% mineralnych olejów, 0% parabenów, 0% BHT-BHA, 0% PEG
Ingredients/INCI: Aqua, Ethylhexyl Palmitate, Diethylhexyl Carbonate, Glycerin, Orbignya Oleifera Seed Oil, Hydrogenated Ethylhexyl Olivate, Hydrogenated Olive Oil Unsaponiables, Citrus Junos Fruit Extract, Sophora Japonica Flower Extract, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Hydrolyzed Collagen, Orchis Maculata Flower Extract, Allantoin, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Hippophae Rhamnoides Oil, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Parfum

 Cena to około 40 zł/30 ml.
 



  Moje odczucia i dlaczego właściwie wodny?

   Krem zrobiony jest na bazie wody, co widać na pierwszy rzut oka. Jest bardzo rzadki, szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy co jest jego ogromną zaletą. Mimo, ze jest to krem regenerujący, to poza wygładzeniem skóry, pomocy w odbudowie naskórka, również bardzo przyjemnie nawilża. Idealnie łagodzi zarówno uczucie napięcia jak i przesuszenia skóry. Producent zaleca go do stosowania pod inne kremy, jednak samodzielnie też radzi sobie świetnie. Dzięki temu, ze szybko się wchłania, fajnie sprawdza się pod makijaż. Ma bardzo delikatny, przyjemny zapach. Być może jest to orchidea, która jest widoczna na opakowaniach, jednak znawca od zapachów nie jestem, potrafię odróżnić tylko 2 - ładny i brzydki. :D Przeznaczony jest do stosowania zarówno na dzień jak i na noc. Nie podrażnił mojej skóry, nie wywołał żadnych reakcji alergicznych, wyprysków.




 Aktualnie jest moim ulubieńcem i pomaga, gdy inne kremy zawodzą i zapychają. Długo szukałam czegoś takiego i oto jest. ♥ A jakie są wasze ulubione kremy? Wolicie kosmetyki lżejsze, które nie zostawiają lepkiej warstwy, czy bardziej ufacie tym 'bogatym', gęstym produktom?


 ~ xoxo i do następnego ↟



października 15, 2017

#31 Ultra Matte Liquid Lipstick - Nowości, płynne matowe pomadki Wibo!

#31 Ultra Matte Liquid Lipstick - Nowości, płynne matowe pomadki Wibo!


 Hej! Dziś mam dla Was nowość od Wibo - płynną, matowa pomadkę Ultra Matte Liquid Lipstick. Odkąd tylko na instagramie Wibo pojawiły się te pomadki wraz ze swatchami kolorów, wiedziałam, ze to będzie główny cel na Rossmannowej promocji. udało się dopiero za trzecim podejściem, ale w końcu je mam i w dodatku wszystkie dostępne kolory. ♥
 Śledząc komentarze i opinię, które zaczęły się pojawiać coraz częściej trochę się obawiałam. Zdjęcia nie zachęcały do zakupu, a oceny były dosyć słabe. Jednak teraz jestem już po testach i ni żałuję zakupu.




 Pomadki zostały wypuszczone w trzech kolorach: ( od lewej) 1 - Royal Pink, 2 - Desert Sand, 3 - Red Plum. Opakowania są bardzo ładne, niby proste, a jest w nich coś oryginalnego. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak klasyczne szminki, jednak niech Was nie zwiedzie wygląd - mają klasyczny aplikator dla pomadek płynnych. Aplikator jest 'błyszczykowy', dosyć mocno spłaszczony, dla mnie wygodny. Nabiera się na niego spora ilość produktu, jednak bez problemu jest to do ogarnięcia. Sama pomadka jest dosyć rzadka, przyjemnie się rozprowadza.
 Po nałożeniu an usta zastygają dosyć szybko na piękny mat, nie kleją się co jest ich ogromnym plusem.Ich pigmentacja jest fajna, tylko przy ciemnym kolorku trzeba trochę popracować, aby nie narobić sobie plam. Dużo osob narzekał, ze podkreslają suche skórki i tworzą skorupę, jednak w moim odczuciu wcale nie jest tak źle.. Owszem, podkreślają suche skórki, jednak robi to większość zastygających pomadek i trzeba być na to gotowym. Dobre nawilżenie + peeling i jest naprawdę spoko. Skorupy na ustach tez nie miałam, może dlatego, ze udało mi się rozprowadzić równomiernie jedną, dosyć cienką warstwę. Utrzymuje się bardzo fajnie - 3 godziny z piciem, jedzeniem to dla mnie bardzo fajny wynik. Ich dużym plusem jest też to, że nie wysuszają tak bardzo ust jak na przykład 'siostra' Million Dollar Lips i chyba właśnie pomadki Ultra Matte zajmą   miejsce swoich matowych poprzedników.
 Jeśli chodzi o smak, ciężko mi coś napisać, bo po zastygnięciu nie czuć smaku w ogóle. A zapach jest typowo kosmetyczny, nic szczególnego, ale dosyć przyjemny i nie drażniący.
 Jaśniejsze kolorki zmywają się  w miarę łatwo, problem pojawia się przy kolorze nr 3. Ciężko jest to zmyć bez umazania na różowo pół twarzy.
 Cena regularna to 14,99 zł, jednak póki trwa promocja można je złapać za nie całe 8 zł, których zdecydowanie są według mnie warte!





 Wibo Ultra Matte Liquid Lipstick nr 1 Royal Pink - jest to bardzo przyjemny odcień nudziakowego różu. Przyjemny, dzienny, pasujący do większości typów urody, jednak chyba najładniej będzie wyglądał u blondynek. Najlepiej napigmentowany, nie umiem wskazać tu żadnego minusa.





 Wibo Ultra Matte Liquid Lipstick nr 2 Desert Sand - ciepły odcień z brązowych tonacji, kolor w którym się zakochałam i po który będę sięgać zdecydowanie najczęściej, szczególnie w jesienne dni. Podobnie jak poprzednik, jest to kolorek raczej dzienny, który również będzie pasował do większości osób, z tym że takie kolory trzeba u siebie lubić. Jest trochę słabiej napigmentowany niż poprzednik, jednak nadal nie jest problematyczny i miło się z nim współpracuje.




  Wibo Ultra Matte Liquid Lipstick nr 3 Red Plum - kolorek już ostatni, zdecydowanie najmocniejszy i równie piękny, ale niestety tu już mam drobne, albo nawet trochę większe 'ale'. Jest to odcień ciemny, śliwkowo-bordowy i niestety jest trochę za słabo napigmentowany, przez co nałożenie go równomiernie i bez plam to praktycznie cud. Z daleka wygląda okej, jednak z bliska już trochę razi w oczy. Jako jedyny lubi się rozmazać przy jedzeniu i to w bardzo brzydki sposób, zmycie go też nie należy do najłatwiejszych.  Mimo wszystko moje serce zostało skradzione i będę po niego sięgać.



Miał ktoś okazję testować i podzieli się swoimi wrażeniem? Jestem bardzo ciekawa odczuć co do tych pomadek i mam nadzieję, że pojawią się jeszcze jakieś kolorki.


~ xoxo i do następnego! ↟

października 12, 2017

#30 Rossmanowy Haul -49%/-55% na kosmetyki do makijażu.

#30 Rossmanowy Haul -49%/-55% na kosmetyki do makijażu.


 Hej! pewnie nikomu ni umknęła promocja na kolorówkę w Rossmannie, która trwa od 10 października. Tym razem i ja skorzystałam z okazji tańszych zakupów. W zasadzie.. Od 2 lat nie kupuję kosmetyków kolorowych w Rossmannie poza promocją. :D Postawiłam głównie na podkłady, bo ciągle szukam swojego ideału wśród jasnych drogeryjnych podkładów. jestem okropnym bladziochem i chyba powinnam używać mąki zamiast podkładu, bo wszystko jest tak okropnie ciemne.



* Twarz / podkłady * 



 Obecnie mam już swoich ulubieńców jeśli chodzi o róże, bronzery, pudry i rozświetlacze, dlatego skupiłam się na podkładach. jeśli chodzi o polecenie czegoś z mojej załogi to jest tylko jedna Rossmannowa rzecz, z której chyba nigdy nie zrezygnuje - paletka do konturowania Wibo. To od niej zaczynałam zabawę z konturowaniem i przy niej zostałam, sprawdza się bez zarzutów, przynajmniej u takiego laika makijażowego jak ja. Jeśli chodzi o coś co odradzam, to zdecydowanie jest to puder ryżowy white chocolate od lovely. U mnie wypadł po ostatniej promocji bardzo źle i sięgam po niego tylko w chwilach bardzo awaryjnych. Ciastkuje się i potrafi zepsuć cały makijaż. Jeśli chodzi o jasne podkłady, do tej pory używałam Mayballine Super Stay 24 w odcieniu 05 Light Beige, jednak odkąd go kupiłam to już chyba 2 razy był dostępny za cenę na do widzenia, więc tym razem postawiłam na coś innego. Swoją drogą, jeśli ktoś ma podobny problem jak ja i ciężko znaleźć mu jasne kolory wśród podkładów, to niech da znać, chętnie zrobię post o wszystkim co testowałam i testuje nadal, może znajdziecie coś dla siebie. :)




 Bielenda Matt , odcień 0 - fluid matujący , który bardzo mocno polecała mi znajoma od kiedy tylko pojawił się w nowym odcieniu. Producent obiecuje: długotrwały mat, dobre krycie, naturalny efekt. Jakie są moje odczucia, po jednodniowym teście: rokuj całkiem fajnie. Odcień jasny, bez przesadnie różowych tonów, fajnie dopasowuje się do odcienia skóry, lekko ciemnieje, ale w granicach normy. Jeśli chodzi o krycie, to jest takie sobie, podobnie mat - wygląda bardzo naturalnie, wyrównuje koloryt. Jest dosyć gesty, ale nie zapycha. Rozprowadza się przyjemnie, zostaje ze mną na dłużej. Cena to około 11 zł ( promo 5/6 zł ). 

 Manhattan Fresher Skin, odcień 30 Soft Porcelain - najjaśniejszy odcień z wszystkich trzech. Zobaczyłam, ze jest w cenie na do widzenia za około 10 zł, więc czemu by nie spróbować. W szafie znalazłam ostatni słoiczek w odcieniu porcelanowym, musiał czekać właśnie na mnie. :D Producent obiecuje: naturalna i świeża cera bez świecenia. Opis bardzo adekwatny, podkład jest bardzo lekki czym mnie zdziwił, bo spodziewałam się raczej musu, a tu jednak jest dosyć rzadki. krycie ma słabe, najsłabsze z wszystkich trzech, ale bardzo ładnie matuje, wyrównuje koloryt i co najważniejsze - nie ciemnieje. Rozprowadza się przyjemnie, nie tworzy smug.

 Eveline Liquid Control HD, odcień 005 Ivory - niestety moja mała promocyjna wpadka - jest to nowość i nie wlicza się w promocję. Jednak nie żałuje, bo zapowiada się całkiem fajnie. W szafie Eveline znalazłam 2 bardzo jasne odcienie tego podkładu, więc może to szansa dla nas, bladych. Podkład ma dawać efekt 'drugiej skóry' i osiągać efekt baby face. Jego dużą zaleta jest lekkość - dobrze kryje, ładnie matowi, wygładza, a przy tym jest lekki! Lekko ciemnieje w stronę różu, ale bardzo delikatnie. Kryje całkiem fajnie, jednak nie jest to takie krycie jakie obiecuje nam producent. Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest pipeta, którą posiada. Buteleczka wizualnie przypomina mi podkład z Catrice, o którym słyszałam bardzo różne opinię i na którego jeszcze się nie skusiłam, jestem ciekawa jak wypadły by we wspólnym zestawieniu. Cena to około 37 zł.


* Oczy *




 Baza pod cienie to było coś, co musiałam kupić konieczne. Na ostatniej promocji skusiłam się na bazę od Wibo w słoiczku i był to totalny niewypał. na początku pracowało się z nią fajnie, jednak bardzo szybko zaczęła się rolować i ciężko się ją rozprowadzało, dlatego ja jej nie dam już kolejnej szansy.
 Tym rzem sięgnęłam po Eveline Ideal Stay - baza pod cienie 8 w 1. Zamknięta jest w tubce o pojemności 12 ml. Bardzo rzadka w jasnym, cielistym kolorze. Pierwsze wrażenie wywarła bardzo pozytywne, łatwo się rozprowadza, nie roluje się, nie zbiera w załamaniach. Cienie się łatwo rozprowadzają, przytwierdzają i długo wytrzymują. Cena bez promocji 15,99 zł




 Bell, Hypoalergiczna długotrwała konturówka do oczu w sztyfcie 03 - wydała mi się być idealna do linii wodnej i jest. kolorek cielisty , wygląda bardzo naturalnie. jest miękka, bardzo lubię kajale, bo ni wymagają temperowania. Wygodna w użyciu, daje przyjemny, naturalny efekt. Mam tylko wrażenie, że dosyć szybko znika, ale to zapewne przez moje łzawiące oczy. Cena regularna to około 12 zł.




 Kolorowe eyelinery od Lovely, to coś, co miałam w planach już od dłuższego czasu. Ostatnio bardzo mi się podobają komiksowe makijaże i biały eyeliner to coś, czego mi bardzo brakowało. Sprawdzają się fajnie, na razie nie testowałam ich na oczach do standardowej kreski, ale do komiksowych arcydzieł sprawdzają się świetnie. Oba maja pędzelkowe końcówki, są mocno napigmentowane. Cena regularna białego to 5,49 zł, szary - 7,99 zł. Między czasie zdażyłam dokupić jeszcze kolor granatowy, ale niestety nie zdążył na fotkę.


* Usta *



 Bardzo się cieszę, że oprócz kolorówki, promocja obejmuje również pielęgnację ust. Dlatego zaopatrzyłam się w kolejnego Carmexa, w końcu trafiłam na smak, którego ciągle nie było - limonka. Poprzednia wersja ( tropikalna) sprawdziła mi się świetnie, dlatego wybór był prosty jeśli chodzi o balsamy. Fajnie nawilża, zostawia na ustach delikatną warstwę, która chroni przed wiatrem. Jest dosyć miękki, ładnie pachnie, przyjemnie się go używa. Promocja to fajny czas na zakup EOSów, które moim zdaniem nie są warte ceny ponad 20 zł.
 Z pośród produktów kolorowych do ust najbardziej liczyłam na nowe pomadki od Wibo i Lovely, niestety jeszcze ich u mnie nie ma. Dlatego wybrałam już trzeci kolorek Wibo Million Dollar Lips, tym razem nr 5. Pomadek z tej serii używam już długo i jestem zadowolona. Są trwałe, szybko zastygają. Nie podkreślają mocno suchych skórek, trochę wysuszają, jednak wiadomo - mat to mat i trzeba być na to przygotowanym. Pigmentacja jest przyjemna, aplikator pozwala na ładne wyrysowanie kształtu ust. Cena regularna to około 14 zł.


* Paznokcie *

 


 Robię hybrydki, więc szał na lakiery ominął mnie szerokim łukiem. Widziałam , ze w szafie Eveline pojawiły się lakiery hybrydowe, jednak wolę poczekać na opinie zanim sama coś kupie. Kupiłam jednak zmywacz acetonowy do lakieru hybrydowego Delia. Używam go już długo i nie ma nic lepszego. Nie wysusza tak jak czysty aceton, bardzo dobrze sobie radzi z rozpuszczaniem lakieru, zapach jest całkiem przyjemny. Jego cena regularna to około 4 zł.
 podczas drugiej tury zakupów kupiłam jeszcze 2 specyfiki od Lovely - Olejek do pielęgnacji skórek i preparat do ich usuwania. Olejek już testowałam i sprawdza się super, preparat do usuwania skórek jest dla mnie nowością, więc jeszcze nic na jego temat nie potrafię powiedzieć. 


Jak tam Wasze zakupy? Udało Wam się kupić wszystko co planowałyście? A może tym razem omijałyście Rossmanna szerokim łukiem? Dajcie koniecznie znać!


~ xoxo i do następnego! ↟

października 06, 2017

#29 Holograficzne ombre z Born Pretty - hybrydy.

#29 Holograficzne ombre z Born Pretty - hybrydy.


 Hej! Ostatnio na moich paznokciach zdecydowanie królują kolory ciemne i stonowane. tym razem zastanawiałam się jakby je choć trochę ożywić i w ręce wpadł mi trochę zapomniany, ale jaki śliczny pyłek holograficzny Born Pretty.
 Swojego czasu zamawiałam ogrom pyłków. Kilka kolorów holo, brokaty, pyłki termo. jednak stwierdziłam, ze zabawa z pyłkami nie jest dla mnie. nie cierpię kiedy ta część, która się nie przyklei do paznokcia, fruwa mi po miejscu pracy, a pędzelek od topu jest cały obklejony drobinkami, które ciężko usunąć. jednak są pyłki do których mimo niedogodności wracam, bo nic innego nie daje takiego pięknego efektu.




 Swój pyłek znalazłam kiedyś przeglądając Aliexpress. Stwierdziłam, ze do czegoś się przyda, a z kuponem kosztował grosze. Zamknięty jest w małym, zakręcanym słoiczku. Postawiłam na nie do końca standardowe holo, bo wybrałam ciemny szary, a nie klasyczny - srebrny. W słoiczku wygląda bardzo niepozornie, ot takie drobno zmielone coś, nie mieni się, nie błyszczy.. Cała instrukcja obsługi jest krótka i banalnie prosta. Na utwardzony kolor wystarczy nanieść pacynką ( która zazwyczaj jest dołączona ) niewielką ilość produktu i pokryć topem. Wtedy wystarczy wiązka światła i dzieje się magia. Drobiny szaleją, błyszczą i migotają niczym roziskrzone diabełki.




 Jednak nie byłabym sobą, gdybym, nałożyła go tak po prostu na cały paznokieć. Tym razem postawiłam na ombre. W przypadku pyłków jest to banalne i tu mają przewagę nad lakierami. Wystarczy nałożyć pyłek przy skórkach i delikatnie rozetrzeć w stronę końca paznokcia. I tyle. Bardzo szybkie i proste, a efekt jest ciekawy, ładny.



 
 Holo w świetle błyszczy bardzo mocno, więc żeby nie wyglądać jak sroka, postawiłam na mocno stonowane kolorki - czerń - Qhc 28 z Aliexpress oraz szarość - Semilac 105. Swoją drogą jeśli chodzi o odcienie szarości, to nie widziałam piękniejszego koloru niż Stylish Gray. Każdy lakier miał tony ciepłe, zimne, zahaczał o fiolety, a to jest piękna, czysta, 'betonowa' szarość i pasuje do każdego koloru bez wyjątku. Baza i top, niezmiennie, Victoria Vynn i NeoNail.




 Wolicie pyłki, czy lakiery brokatowe? Podoba wam się holograficzne ombre? Może chcecie więcej paznokci na blogu? Chętnie poczytam Wasze opinie i sugestie!



~ xoxo i do następnego! ↟

października 02, 2017

#28 Denko - wrzesień 2017

#28 Denko - wrzesień 2017


 Hej! Nadszedł kolejny miesiąc,a  razem z nim kolejne puste opakowania. Czas na podsumowania i mały rachunek sumienia. W tym miesiącu denko nie poszło mi zbyt dobrze, ale mam na to wytłumaczenie! W końcu nauczyłam się otwierać tylko jeden kosmetyk i używać go aż do denka, no i dlatego to wolniej idzie.
 Sukcesem tego miesiąca są pomadki - zawsze zużywanie ich szło mi bardzo opornie, a teraz w końcu wyrobiłam w sobie nawyk i zużyłam we wrześniu aż 2! Za to bilans się wyrównuje, bo jest mi wstyd za siebie - nie potrafię wyrobić nawyku jeśli chodzi o kremy i żele do twarzy. Zapominam, ni chce mi się.. Ale obiecuję poprawę! Poza tym produkty, które wylądowały są dosyć standardowe. Coś do włosów, coś do ciała, coś do kąpieli i saszetki. Właśnie.. Jeśli chodzi o saszetki jest tu jeden bubel, na którym tak okropnie się zawiodłam. Bez przedłużania - lecimy!




* Włosy *


 Venita - szampon do włosów blond, stopniowe rozjaśnianie. Co prawda włosów blond nie mam, chociaż w sumie.. mam już całą tęcze, więc może jednak mam. :D Używałam go głównie przy dekoloryzacji po produktach półtrwałych oraz dlatego, ze okazał się po prostu fajnym szamponem. Zawiera miód, który moje włosy kochają i wręcz piją i chcą więcej. Biorąc pod uwagę jego właściwości, jestem w szoku, że tak pozytywnie działa na włosy - odżywiał, nawilżał i jakby wydobywał z włosów te najładniejsze refleksy. Włosy dobrze się rozczesywały, szybko wysychały, nie puszyły się, przyjemnie się układały. Samych efektów rozjaśnienia nie zauważyłam, jedynie jak wyżej - delikatne rozświetlone refleksy.

 Kallos Omega - maska do włosów. Jej zadaniem jest regeneracja włosów łamiących się i 'nieżywotnych'. Zapowiadała się fajnie, ale jest bez szału. Taki o, przeciętniak. nie obciąża, nie robi krzywdy, daje fajny efekt, ale tylko na chwilę. Nie ma mowy o jakimś mocniejszym odżywieniu. Efekty widać tylko po zastosowaniu, wystarczy ją odstawić na 2 mycia, a włosy już wracają do swojego złego stanu. Bublem nie jest, ale ponownie raczej po nią nie sięgnę, chyba, ze jako zamiennik.





* Kąpiel *


 Natural aromas, Mango - sól do kąpieli. Cudowny, bardzo wydajny, genialnie pachnący umilacz. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych soli jakiej miałam okazję używać. Jest nasączona olejkami, świetnie nawilża, jest bardzo wydajna, łatwo się rozpuszcza w ciepłej, a nawet letniej wodzie. Zapach jest nieziemski. bardzo naturalny, intensywny, ale nie jest to intensywność drażniąca. jest dobrze wyczuwalny i wręcz otula podczas kąpieli. Jeśli tylko ją gdzieś spotkam, to na pewno wrzucę do koszyka. 

 Farmona, Tutti Frutti, jeżyna & malina - peeling do ciała. Produkt ten zna chyba zdecydowana większość. Jeden z najlepszych kosmetyków, którego cena nie przekracza 5 zł. Jest gruboziarnisty, więc idealny dla osób, które nie boją się mocniejszych peelingów. Świetnie ściera naskórek, zapach ma bardzo przyjemny. Nie wysusza skóry, nie podrażnia. Mam już kolejne opakowania i na pewno nie będą to ostatnie. 




* Usta *

 Rossmann, Summer Time - lip balm. Pomadka pochodzi z wakacyjnej kolekcji limitowanej Rossmanna, kusi opakowaniem, ale to dobrze, bo jest bardzo fajna. Nawilża i nabłyszcza usta, samo nawilżenie nie jest bardzo głębokie, ale regularne stosowanie przynosi efekty. Zapach przyjemny, smak lekko wazelinowaty. Produkt tani i przyjemny, chętnie bym sięgnęła po inne wersje, jednak chyba są już nie do znalezienia.

 Carmex, tropical - lip balm. Pomadka ta już długo mnie kusiła, ale zawsze gdzieś tam było mi na nią szkoda pieniędzy, bo zapasy wciąż duże. Skusiłam się na ostatniej promocji i nie żałuje ani trochę. Bardzo fajnie nawilża, obłędnie pachnie - mango i brzoskwinią. Początkowo jest dosyć twarda, jednak z czasem pod wpływem ciepła ust mięknie i trzeba na nią uważać, bo łatwo ją dosłownie zmiażdżyć. Produkt warty polecenia, przy najbliższej okazji planuję wybrać wersję limonkową.




* Dłonie i perfumy *


 Avon, Planet Spa - krem do rąk. Uwielbiam go za wszystko. Za opakowanie, za działanie, za zapach. Jest to jeden z niewielu produktów przez który żałuje, ze zakończyłam zabawę w konsultantkę. Kremik bardzo fajnie nawilża, szybko się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości. Zapach jest delikatny, ale przyjemny, dosyć krótko utrzymuje się na dłoniach. Tubka jest bardzo poręczna i ładna. Łatwo wydostać z niej produkt, a pojemność jest idealna, aby wrzucić go do torebki.

 Playboy, play is sexy - woda perfumowana. Bardzo lubię tą serię playboyów. Są stosunkowo tranie i trwałe. Zapachy są bardzo kobiece, jak dla mnie ten jest typowo dzienny. Lekko słodki, bardzo przyjemny, dziewczęcy. Jest to produkt, do którego z chęcią będę wracać.




* Kosmetyki saszetkowe *


 Cien - maseczka regenerująca do włosów bardzo zniszczonych. Maska, która urzekła mnie zapachem. Pachnie przyjemnie, a zapach utrzymuje się na włosach. Nawet chłopak zwrócił uwagę i skomplementował zapach. :D Jeśli chodzi o właściwości, to nie zauważyłam jakiegoś działania dogłębnego, ale włosy się bardzo fajnie rozczesywały, były miękki, maska ich nie obciążyła. Niedługo biorę się za testowanie produktu pełnowymiarowego i mam nadzieję, ze sprawdzi się równie fajnie. 

 SOC Animal cutie mask pack - małpkowa maseczka w płachcie. Maska nawilżająco-oczyszczająca z aloesem. Co jak co, ale sam print poprawia humor. Ogólnie moje odczucia są mieszane. Działanie maski jest bardzo na plus - faktycznie mocno nawilża, miałam kilka zaczerwieniem, które znikły. Bardzo fajnie nawilża skórę pod oczami i zmniejsza cienie co jest ogromnym plusem. Jedyne co mi się nie podoba, to, że jest bardzo twarda i gruba. Ciężko ją dopasować do kształtu twarzy, bo ciągle gdzieś odstawała, szczególnie poniżej brody. Trochę też mnie drażnił otwór na usta - jak widać jest dosyć nisko. Ale samo działanie i zabawa - super!

 Holika Holika, Acai berry - maska w płachcie z wyciągiem z owoców Acaii. Nie, nie i jeszcze raz nie. Początkowo byłam zachwycona, jednak po kilku godzinach od nałożenia zmieniłam zdanie i raczej już nie dostanie szansy.. Producent obiecuje działanie antyoksydacyjne, ma niszczyć wolne rodniki i zapobiegać powstawaniu zmarszczek. Moje odczucia - co do samej formy i wykonania jestem na tak - maseczka jest cienka, bardzo dobrze nasączona, substancja jest jakby hmm.. lekko żelowa ? Maseczka fajnie przylega i nie zsuwa się z twarzy. Początkowo wszystko jest super. Bardzo mocno nawilża, twarz jest po niej przyjemna w dotyku, bardziej elastyczna i rozluźniona. Jednak tu się plusy kończą. Po zdjęciu maseczki na twarzy zostaje bardzo mocno klejąca warstwa, której dosyć ciężko się pozbyć i utrzymuje się nawet do godziny. To jest jeszcze do przeżycia, ale.. Okropnie zapchała mi nos. Byłam zadowolona z ostatnich efektów jakie udało mi się osiągnąć testując plastry oczyszczające itd, a tu nagle po tej masce problem wrócił ze zdwojoną siłą. Dodatkowo na czole i nosie pojawiła się masa malutkich wyprysków i zmian. Nie wiem czy to chwilowe i po prostu wyciągnęła wszystko co kryło się pod skóra, czy zwyczajnie nie jest dla mnie, ale gdybym użyła jej dzień przed ważnym wyjściem to byłabym baaardzo zła. Dlatego do masek Holika będę podchodzić teraz z dużym dystansem, a tej konkretnej mówię wielkie nie. 


A jak tam Wasze denka? Miałyście jakieś buble i kosmetyki do których na 100% nie wrócicie? A może testowałyście coś z mojej listy i macie inne odczucia? Chętnie poczytam Wasze komentarze. ♥ 

~ xoxo i do następnego! ↟

Semilac 081 Night In Vegas #skullnails

 Hej! Przychodzę do Was z moim nabytkiem, na którego czaiłam się bardzo długo, a teraz w końcu mam i już błyszczy się na moich paznokcia...

Copyright © 2016 Ksanaru , Blogger