listopada 17, 2017

#38 NeoNail Warming Memories + paznokcie

#38 NeoNail Warming Memories + paznokcie


 Hej! Dziś przychodzę do Was z lakierami hybrydowymi, których kolory mnie totalnie zauroczyły. kolekcja Warming Memories pojawiła się już dosyć dawno, jednak rzadko kupuje droższe lakiery. Tym razem miałam do wyboru trzy kolory przy okazji zakupu nowej lampy i postawiłam na kolory własnie z tej kolekcji. Przy okazji korzystając z tego, ze sprzęt już jako tako działa to zostawiam w bonusie stylizację paznokci własnie z ich udziałem.  ♥




 Cała kolekcja liczy osiem sztuk, u mnie na razie pojawiły się trzy - te które mi się w żaden sposób nie pokrywają z innymi odcieniami, które do tej pory wpadły w moje ręce - 5319 Mulled Wine, 5320 Hot Cocoa i 5321 Inner Calm. To czym się wyróżniają od innych serii to na pewno idealne krycie. Wszystkie trzy sztuki kryją po 2 warstwach, Hot Cocoa nawet po jednej , więc wielkie wow.




 NeoNail Mulled Wine 5319 
 Kolorek bardzo neutralny, nudziakowy i głównie dlatego wylądował w mojej kolekcji. Jest idealny na każda okazję, na każda porę roku i pasuje do wszystkiego. Świetnie się sprawdzi dla osób, które pracują i musza mieć paznokcie, które nie rzucają się w oczy. Wpada w odcienie brudnego różu, brązu.
 Nie ma żadnego problemu z utwardzaniem, osiąga pełne krycie po 2 warstwach. Pędzelek jest wygodny, lakier dosyć gesty, ale łatwo się rozprowadza, zostaje tam gdzie go zostawimy - nie spływa na skórki.
 Cena regularna: 28,90 zł



 NeoNail Hot Cocoa 5320 
 Kolorek to cudowny, jasny, pastelowy brąz, ciepły, ale jednak wpada lekko w chłodne tonacje i odcienie takie róż/fiolet. O ile za brązami nie przepadam, to ten jest śliczny. Zachowany w tonacji nude. Nie rzuca się w oczy, ładnie wyciąga paznokieć.
 Podobnie jak w przypadku poprzednika - nie ma żadnego problemu z utwardzaniem, osiąga pełne krycie po 2 warstwach, a nawet po 1 grubszej. Pędzelek jest wygodny, lakier dosyć gesty, ale łatwo się rozprowadza, zostaje tam gdzie go zostawimy - nie spływa na skórki.
 Cena regularna: 28,90 zł




 NeoNail Inner Calm 5321
 Zdecydowany strzał w dziesiątkę. Długo szukałam lakieru w idealnym odcieniu baby blue i to jest to. Bardzo, bardzo jasny błękit, wpadający w odcienie szarości, może trochę fioletu. Bardzo delikatny, sprawdzi się zarówno solo jak i w połączeniu z innymi lakierami. Będzie zdecydowanym hitem na moich paznokciach kiedy na zewnątrz pojawi się śnieg.
 No i nie będzie to już żadnym zaskoczeniem - nie ma żadnego problemu z utwardzaniem, osiąga pełne krycie po 2 warstwach. Pędzelek jest wygodny, lakier dosyć gesty, ale łatwo się rozprowadza, zostaje tam gdzie go zostawimy - nie spływa na skórki.
 Cena regularna: 28,90 zł




 Czas na paznokcie! 
 Postawiłam na dwa odcienie i połączyłam je końcówkami w innym odcieniu, coś a'la french, ale zajmujący mniej miejsca. Do pomalowania końcówek użyłam pedzelka i.. To tyle! Kolory które wybrałam to Hot Cocoa 5320 i Inner Calm 5321. Bardzo mi się podoba to zestawienie. Całość wygląda subtelnie i delikatnie, mimo długości paznokci, z której swoją droga jestem dumna. Ostatnio ciągle skracałam paznokcie, tym razem postanowiłam tego nie robić. Może są uciążliwe, ale dla mnie to długość idealna jeśli chodzi o paznokciowy kanon piękna. 




 Niebawem pojawi się recenzja całego zestawu, ole on potrzebuje dłuższego czasu na testy. Coś czuję, ze to będzie miesiąc zachwytów, jak na razie nie wyłapałam żadnego bubla! 


 Jak Wam się podobają kolory? Macie w swoich kolekcjach już coś z tego zestawienia? Ja już teraz czuje w kościach, ze zaopatrzę się w więcej, bo skradły moje serce. :) 



~ xoxo i do następnego! ↟

listopada 15, 2017

#37 Powrót do lata z LPM!

#37 Powrót do lata z LPM!


 Hej! Początek jesieni to czas ciepłego kocyka, gorącej herbaty, ale tak na prawdę myślami wciąż wracamy do lata i szukamy sposobów, by choć częścią powrócić do ciepłych dni. U mnie wiąże się to głównie z letnimi zapachami. Dopóki nie spadnie śnieg, nadal najchętniej sięgam po owocowe kosmetyki, szczególnie jeśli chodzi o kąpiel, po owocowe herbaty i same owoce z własnego sadku.
 Tym razem z pomocą przychodzi La petit marseillais. W moje ręce trafiła cudowna paczka ambasadorska, przepełniona latem i słodkimi owocowcami. Na chwilę mogłam odłożyć swój koc i poczuć znów trochę ciepła, słońca i letnich zapachów. 




 La petit marseillais, delikatny żel pod prysznic, truskawka.
 Żel ma za zadanie nawilżyć i odświeżyć nasza skórę. Konsystencja jest żelowa, bardzo płynna. Dobrze się rozprowadza, mocno się pieni. Skóra jest wypoczęta, nawilżona. A jak wiadomo z tym nawilżaniem w przypadku żeli bywa bardzo różnie, wręcz trzeba się cieszyć jeśli żel skóry nie wysuszy, a tu pozytywne zaskoczenie i ogromny plus.
 Jeśli chodzi o zapach, to nie byłam zastawiona na coś super. Większość truskawkowych kosmetyków pachnie okropnie chemiczne, a tu znów pozytywne zaskoczenie - dla mnie żel pachnie najbardziej truskawkowo z wszystkich kosmetyków o tym zapachu jakie miałam, a możecie wierzyć lub nie, nie było ich mało. :)
 Opakowanie to coś bardzo klasycznego, proste, całkiem spore - 400 ml. Korzysta się z niego wygodnie, nie wyślizguje się z ręki, nie trzeba siłować się z zamknięciem przy otwieraniu.
 Gratulacje LPM! Powrót do lata w tej wersji bardzo udany! :)




 Tak jak wspominałam na początku, uwielbiam gorące napoje. Niestety wiele herbat do tej pory odrzucałam, bo nie cierpię obecności fusów pływających w kubku. Ale na to też mamy sposób - uroczy zaparzacz w kształcie truskawki, który ratuje mnie z opresji. Teraz mogę przebierać w owocowych herbatach do woli i z chęcią wrócę do mojej zielonej herbaty z truskawka. ♥




 Moja radość z przesyłki nie ma końca, sporo przeróbeczek już powędrowało do bliskich, mam nadzieję, ze i oni poczują trochę lata. A co Wam pozwala wrócić do letnich chwil, może jednak wolicie jesień i wcale nie chcecie wracać? :) 



#truskawkowylpm #ambasadorkalpm #lpmprzedluzalato
~xoxo i do następnego ! ↟

listopada 13, 2017

#36 Garnier Botanical - nowa seria.

#36 Garnier Botanical - nowa seria.


 Hej! Dziś mam dla Was nowości firmy Garnier. Dostałam przetestowania nowej serii Garnier Botanical, z czego bardzo się cieszę, bo produkty tej firmy do tej pory mnie w większości nie zawodziły. W moje łapki trafiła seria do cery bardzo suchej - przywracająca komfort, znajdują się w niej cztery kosmetyki - mleczko do demakijażu, tonik, żel do mycia twarzy i krem.
 Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła to zapach. Spodziewałam się czegoś słodkiego, w końcu to miód, a jednak nie. Zapach jest świeży i bardzo przyjemny. W zasadzie przypomina mi zapach innych kosmetyków tej firmy, jednak dla mnie to plus. Opakowania są proste i tez nie wyróżniają się od reszty kosmetyków tej firmy. W zasadzie są całkiem wygodne - żel ma pompkę, krem mimo że jest w słoiczku, to jest go dużo, sięga brzegów i łatwo go nabrać opuszkiem palca, bez większego grzebania paznokciami.
 Kosmetyków używam regularnie przez tydzień, odstawiłam swoje dotychczasowe i nie widzę żadnych niepokojących zmian skórnych, podrażnień, czy zaczerwienień.
 Producent dobrze trafił nazywając serię przywracającą komfort, bo faktycznie tak jest. Eliminują ściągnięcie skóry i dają całkiem fajne nawilżenie.




 Garnier Botanical Cream, skóra sucha i bardzo sucha, odżywienie i komfort.
 Krem ma za zadanie nawilżać, odżywiać i regenerować. Radzi sobie z tym całkiem fajnie. Nawilżenie nie jest głębokie, ale jest to przyjemny, dzienny produkt, który nie zostawia po sobie lepkiej warstwy, łatwo się wchłania i łagodzi. Jest dosyć gesty, ale łatwo się rozprowadza i wsmarowuje. Nie podrażnia, nie zapycha, nie wywołuje żadnych zmian skórnych. Zamknięty jest w prostym, ładnym, plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml, z którego aplikacja jest całkiem przyjemna.




  Garnier, Botanical Cleanser, przywracający komfort żel, komfort i oczyszczenie, skóra sucha i bardzo sucha. 
 Produkt, który jak na razie najbardziej przypadł mi do gustu i być może trafi nawet do ulubieńców. Faktycznie usuwa zanieczyszczenia i usuwa nadmiar sebum. Wszelkie niedoskonałości są podsuszone, mniej zaczerwienione i goja się znacznie szybciej. Konsystencja żelowa, dosyć gesta, łatwo się rozprowadza. Po jego użyciu zazwyczaj czuje potrzebę nałożenia kremu, jednak nie uważam tego za minus, działa dobrze, więc wybaczam. Jedyny mały minusik, to oczy - trzeba omijać ich okolice, bo lekko je podrażnia, ale to jak większość żeli myjących. Nie podrażnia, nie zapycha, nie wywołuje żadnych zmian skórnych. Produkt zamknięty jest w buteleczce o pojemności 200 ml, posiada wygodną pompkę.




 Garnier, Botanical Cleanser, przywracający komfort tonik, skóra sucha i bardzo sucha. 
 Produkt bardzo przeciętny, jednak konkretnych wad nie zauważyłam. Usuwa resztki makijażu, łagodzi, tonizuje, fajnie współpracuje z całą serią jak i z innymi kosmetykami, nie zostawia lepkiej warstwy, zapowiada się być bardzo wydajny. Nie podrażnia, nie wywołuje żadnych zmian skórnych. Zamknięty w buteleczce o pojemności 200 ml.




 Garnier, Botanical Cleanser, przywracające komfort mleczko, skóra sucha i bardzo sucha. Ostatni już produkt i chyba ten, o którym ciężko mi coś obiektywnie napisać. Zazwyczaj nie używam mleczek, zdecydowanie do demakijażu wybieram płyny micelarne, jednak nie mogę go z tego powodu skreślać i postaram się być obiektywna. :) O ile na mleczkach zazwyczaj się zawodzę, to wypadło dobrze. Radzi sobie z makijażem, a najważniejsze - z makijażem oczu, nie podrażnia ich, dobrze zmywa makijaż i nie zajmuje mu to dużo czasu. Konsystencja jest kremowa, dosyć rzadka, łatwo wydobyć produkt z opakowania. Nie podrażnia, nie zapycha, nie wywołuje żadnych zmian skórnych. Zamknięty w buteleczce o pojemności 200 ml, nie posiada pompki, która byłaby tu fajnym rozwiązaniem i wtedy pewnie by złapał większego plusika.



Z całej serii jestem zadowolona, większość, albo i wszystkie produkty zostaną na mojej półce i bedę po nie chętnie sięgać. Z tego co widziałam zaczęły się pojawiać na półkach sklepowych ( np. Rossmann )  w cenach 15-20 zł. Może ktoś już miała szanse testów i da znać jak kosmetyki sprawdziły się u Was. :) 



~ xoxo i do następnego! ↟

listopada 07, 2017

#35 Zarabianie przez internet 1 - ClixSense

#35 Zarabianie przez internet 1 - ClixSense



 Hej! Od jakiegoś roku ciągle poszukuje stron internetowych, które dają możliwość zarobku, testowania, bonów do różnych sklepów. Mam już kilka sprawdzonych stron, więc pomyślałam, że się takowymi podzielę. Może nawet uda mi się wprowadzić kolejną serię. Nie będą to wpisy sponsorowane, wszystkie strony, które zamierzam opisać są sprawdzone przeze mnie i w pełni wypłacalne, przynajmniej w momencie publikacji postu.
 Dziś o stronie z której korzystam już ponad rok i przy okazji takiej, na której na prawdę można coś tam zarobić. Mowa o Clixsense.

 Clix, jest to strona poświęcona głównie płatnym ankietom i sama na tym się skupiam. Ankiety są przeróżne, podobnie jak kwota, która nam za nie oferują. Średnia stawka to około 0,80 $ za 1 ankietę, która trwa około 10 minut. Trafiają się i takie za 0,20 , ale i takie za 2 $.
 Poza ankietami na stronie jest możliwość robienia zadań zwanych taskami, jednak sama ich nie robię, więc nie będę się o nich rozpisywać. Są to zazwyczaj zadania, aby zmaleć coś w internecie, sprawdzić wiarygodność itd, a stawki akurat za te zadania są dosyć niskie - zazwyczaj jest to kilka centów.
 Wcześniej strona dawała również możliwość zarobku przez klikanie w płatne reklamy, jednak na chwilę obecną z tego zrezygnowała.





 Tak wyglądają moje zyski, sami możecie zobaczyć , że bywa różnie - jeśli trafi się dobry dzień - można zarobić ładną sumkę.
Payouts - są to wypłacone środki, więc przy okazji macie potwierdzenie wypłaty i tego, że strona naprawdę jest wypłacalna. :)
 Jeśli chodzi o wypłatę - minimalna kwota na chwilę obecna to 10$, bardzo często można uzbierać ją w nie cały miesiąc. Wypłaty realizowane są całkiem szybko, a pieniądze można wypłacić przez: Payoneer, Skrill, Karta Tango, Payza. Ja korzystam z Payzy.





 Fajnym dodatkiem są też zadania dzienne, dzięki którym możemy zyskać bonus pieniężny w wysokości 12-16 % od uzbieranej kwoty w dniu. Aby dostać bonus wystarczy wypełnić 2 ankiety lub zrobić 10 tasków i odwiedzić forum.





 Czymś co osobiście bardzo lubię i z czego korzystam od początku jest wtyczka, która informuje nas o nowych ankietach i dzięki której nie musimy wchodzić i sprawdzać czy pojawiło się dla nas coś nowego. W każdej chwili możemy też sprawdzić swoje saldo, fundusze uzbierane dziś, wczoraj, przez cały okres czasu.






 Ostatnią rzeczą, o której mogę coś napisać jest program partnerski. Strona pod tym względem miażdży wszystkie inne programy partnerskie z którymi miałam styczność. Oferuje aż 20% za poleconego użytkownika oraz 2 $ gdy osoba z naszego linku uzbiera swoje pierwsze 5$.






 To chyba wszystkie informacje, które mogłam Wam przekazać, zostawiam link do rejestracji

* zarejestruj się - klik * 


 Jeśli macie jeszcze jakieś pytania - piszcie śmiało w komentarzu i dajcie znać czy znacie tą stronę i czy chcecie więcej takich wpisów. 



~ xoxo i do następnego! ↟

listopada 04, 2017

#34 Denko - pazdzienik 2017

#34 Denko - pazdzienik 2017



 Hej! Przez problemy techniczne, mam mały poślizg czasowy, ale mimo wszystko przychodzę do Was z kolejnym denkiem. Nie jest tego bardzo dużo, jednak jestem zadowolona, bo zbiory się stopniowo zmniejszają. Znalazł się tu tylko 1 bubel i jeden średni produkt, do reszty bardzo chętnie będę wracać. :)


* Kąpiel i pielęgnacja ciała *




 Wszystkie trzy produkty pochodzą z DMu, bardzo polubiłam ta drogerię i przy każdej możliwej okazji łapę coś nowego, bardzo ubolewam, ze nie ma jej w Polsce, ale z tego co słyszałam powstają już małe wysepki z tymi produktami, więc może niedługo zaczyną się pojawiać!

 Balea, Rasiergel - Żel do golenia o zapachu grejpfruta. Bardzo dobrze się pieni, cudownie pachnie, zapach pozostaje na skórze jeszcze przez jakiś czas po depilacji. To już bodajże 3 zdenkowane opakowanie i ten zapach najbardziej przypadł mi do gustu.

 Balea Dushe&Shampoo - Żel / szampon, który dla mnie pachnie jak żelki Haribo, cudowny umilacz. Stosowałam go głównie jako żel do mycia ciała, bo z takim zamiarem po niego sięgałam. Wydajny, dobrze się pieni, nie wysusza skory.

 Treaclemoon - balsam do ciała o zapachu słodkiej wanilii. Stosowałam go i do ciała i jako krem do rak,. W obu zadaniach sprawdził się super. Zapach jak dla mnie jest obłędny. Szybko się wchłania, nie lepi się i nawilża. Ma wygodne, proste i ładne opakowanie z pompką, które na pewno zachowam, przyda się na kosmetyki, które mają opakowania z których ciężko wydobywa się kosmetyk.



* Pielęgnacja twarzy *





 Garnier, płyn micelarny 3w1 do skóry wrażliwej - tego produktu chyba nie muszę przedstawiać, jak dla mnie najlepszy wraz z płynem micelarnym od Mixy. Bardzo dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia skóry ani oczu, nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy. Nowe opakowanie już w kosmetyczce. :)

 Yves Rocher, Sensitive Vegetal - miniaturka kremu do twarzy, którą kiedyś dostałam od koleżanki. Ma lekka, żelową konsystencję, szybko się wchłania, dobrze nawilża, idealny pod makijaż. Jest bardzo wydajny, ta mała tubeczka o pojemności 10 ml wystarczyła mi na dosyć długo.

 Tołpa, matujący żel-peeling do mycia twarzy - kolejny kosmetyk, który dostałam do testowania od znajomej i który sprawdził się super. Nie uczulił, nie podrażnił skóry ani oczu, jest bardzo delikatny. Drobinek praktycznie w nim nie ma, wiec nie ma co liczyć na mocniejsze ścieranie naskórka, ale oczyszcza i matowi super.



* Kolorówka *




 Dr. Organic - miodowa pomadka do ust. pierwszy raz miałam okazje używać kosmetyk tej firmy i jestem zadowolona. Pomadka bardzo przyjemnie nawilża, a nawet natłuszcza usta. Zostawia na nich delikatną powłoczkę, która nie daje uczucia dyskomfortu. Jednak dosyć mocno wyczuwalny jest midowy zapach, więc osoby które go nie lubią, nie będą zadowolone.

 Hean, eyebrow styling wax - wosk do stylizacji brwi. Nie jest to do końca denko, bo przełożyłam go do mojej paletki z cieniem do brwi, gdy mam wszystko w jednym miejscu to wygodniej mi się używa. :) jednak już trochę go testuje więc mogę o nim sporo powiedzieć - świetnie sobie radzi z utrwaleniem brwi, daje dobry podkład pod cień.  Zaskoczyła mnie trochę jego pojemność, myślałam, ze jest go więcej, a tu tylko takie duże  opakowanie.

 Catrice, korektor w pędzelku. Niewiele mogę powiedzieć o jego nazwie, bo starła się z opakowania, a kompletnie jej nie pamiętam. :D W każdym razie sprawdził się okej, ale bez większego szału. Zakrywał drobne niedoskonałości, nie był ciężki i nie zapychał, wiec nadawał się tez pod oczy.



* Włosy i paznokcie *




 Venita, lakier do włosów. Bardzo średni produkt. jeśli chodzi o utrwalenie to było całkiem okej, nie robił skorupy, włosy dało się łatwo rozczesać. jednak nie było to mocne utrwalenie, a do tego bardzo słaba wydajność.

 NeoNail, Dry Top - top hybrydowy bez warstwy klejącej, uwielbiam ten rodzaj topów. Sprawdził się fajnie, kolejny egzemplarz już u mnie. Dobrze utrwalał manicure. lakier nie odpryskiwał, nie matowiał, ładnie błyszczał.



* produkty saszetkowe *




 Eveline - Sos multifunkcyjna maseczka - peeling. Cóż.. produktu nie udało mi się użyć, ale zostawiłam go, żeby zapytać czy zdarzyło wam się coś podobnego. Maseczkę miałam wielokrotnie i super mi się sprawdzała, tym razem w saszetce zamiast maseczki znalazłam glutowata, śmierdząca ciecz. Miałam tak pierwszy raz jeśli chodzi o kosmetyki, maski, w saszetce. Miała tak któraś z Was ?

MultiBiomask, maseczka oczyszczająco / nawilżająca. Już kiedyś wspominałam o tej serii z innej firmy - pomysł bardzo fajny i podobna sytuacja - część oczyszczająca sprawdziła się super, nawilżająca już bardzo średnio.

 Purederm - węglowa, oczyszczająca maska w płachcie. Siostra przywiozła ja z Bułgarii i byłam bardzo ciekawa tego wynalazku. Maska po nałożeniu na twarz bardzo mocno zaczyna się pienić. Mi dało to uczucie dyskomfortu i nie dałam rady w niej długo posiedzieć - efektów żadnych nie zauważyłam, ani wad ani zalet. Siostra za to trzymała ja tyle ile zaleca producent i jest bardzo zadowolona.

 Isana, Manderine & Dresdner Essenz tag am mer - cudowne, pachnące sole do kąpieli. Obie mnie zachwyciły zapachem i wydajnością. Nie wysuszają skóry, a nawet nawilżają i zamieszczają. Obie farbują wodę - Isana na pomarańczowo, a Dressdner na turkusowo. ❤


A jak tam Wasz denka, jesteście zadowolone z produktów, a może miałyście okazję testować podobne produkty i macie co do nich inne odczucia? :) 




~ xoxo i do następnego! ↟

października 27, 2017

#33 Tam, gdzie nie czuć już lęku.

#33 Tam, gdzie nie czuć już lęku.



 Hej! Dziś przychodzę do Was w trochę innym wydaniu niż zwykle. tym razem nie będzie kosmetycznie ani paznokciowo. Będzie książkowo.
 Bardzo lubię czytać i przez moje ręce przechodzi całkiem sporo książek, ta jest jedną z tych, która na pewno zostanie w moich zbiorach i do której będę wracać. A mowa o 'Tam, gdzie nie czuć już lęku' - Monika Held.
 Znalazłam ją już jakiś czas temu na kiermaszu książek w Biedronce i przyznam,. że najbardziej zainteresowała mnie okładka, często jeśli nie potrafię się na coś zdecydować, to wybieram te z ładnymi okładkami.
 Nie potrafię dzielić książek według rodzajów literackim, dla mnie dzielą się one na lekkie, które można wciągnąć w jeden lub dwa wieczory, na takie przy których trzeba sobie zrobić przerwę, przegryźć wszystko i dopiero wrócić do czytania i na te, których totalnie nie mogę przetrawić. Ta jest z grupy tych, która skłania do refleksji i nad która trzeba trochę posiedzieć, a przynajmniej tak działała na mnie.




 Autorka w skrócie opisuję książkę jako siłę miłości w cieniu tragedii, ja jednak mam co do niej trochę szersze odczucia. Dla mnie książka opowiada głownie o życiu i śmierci. tym, jak życie jest ważne i tym jaka śmierć bywa prosta i okrutna. Skrywa ona w sobie historię mężczyzny, któremu udało się przeżyć pobyt w Auschwitz. Fanem historii nie jestem, a dzięki tej książce trochę się w nią zagłębiłam.
 Ma ona wiele wątków i owszem, jednym z nich jest historia miłości. Ukazanie jak ważna jest akceptacja i zrozumienie. Opowiada również o strachu, nawiązuje do wiary.
 Mimo tego, ze pokazuje dużo zła, które się dzieje pokazuje tez dobro i to, że na wszystko trzeba pracować. Żeby cokolwiek osiągnąć, najpierw trzeba to zrozumieć.
 Uważam, że jest to jedna z tych książek, które są warte przeczytania. mimo ciężkiego tematu napisana jest bardzo prosto, zrozumiale i mimo wszystko przyjemnie.
 Nie robię więcej spojlerów, zostawiam Was z moimi ulubionymi fragmentami. :)




Czy jest tu ktoś, kto chętnie przeczytałby więcej recenzji dotyczących książek? Jeśli tak to chętnie będę takie posty tworzyć.♥


~ xoxo i do następnego!

października 22, 2017

#32 Bishojo Krem wodny regenerujący.

#32 Bishojo Krem wodny regenerujący.


  Hej, dziś przychodzę do Was z produktem, który ratuje moją skórę na co dzień jak i przy większych katastrofach. A mowa o Bishojo - kremie wodnym regenerującym. Jakiś czas natrafiłam na próbkę kremu i bardzo przypadł mi do gustu, przy pierwszej lepszej okazji skusiłam się więc na opakowanie pełnowymiarowe.




 Krem zamknięty jest w prostej, estetycznej tubie. W zasadzie cała linia kosmetyków Bishojo wygląda bardzo podobnie - klasyczne białe opakowania, czarne napisy i orchidea. Tubka ma pojemność 30 ml i zakończona jest dosyć wąską końcówką, dzięki czemu produkt można bardzo łatwo dozować. Niby prosta rzecz, a jako posiadaczce długich paznokci - bardzo ułatwia życie. Osobiście jak tylko się da, unikam kremu w słoiczkach, bo kosmetyki pod paznokciami to coś, co mnie przeraza, szczególnie jeśli używam ich tuż przed wyjściem z domu.




 Jakie są obietnice producenta? 

 Błyskawicznie regeneruje i naprawia skórę. Stymuluje syntezę kolagenu i odnowę komórkową, przywraca skórze gładkość i elastyczność, poprawia jej koloryt. Zapewnia właściwe nawilżenie, likwiduje uczucie spięcia skóry. Lekka wodna konsystencja natychmiast wnika w skórę, zapewniając lepszą absorpcję substancji aktywnych.

0% silikonów, 0% mineralnych olejów, 0% parabenów, 0% BHT-BHA, 0% PEG
Ingredients/INCI: Aqua, Ethylhexyl Palmitate, Diethylhexyl Carbonate, Glycerin, Orbignya Oleifera Seed Oil, Hydrogenated Ethylhexyl Olivate, Hydrogenated Olive Oil Unsaponiables, Citrus Junos Fruit Extract, Sophora Japonica Flower Extract, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Hydrolyzed Collagen, Orchis Maculata Flower Extract, Allantoin, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Hippophae Rhamnoides Oil, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Parfum

 Cena to około 40 zł/30 ml.
 



  Moje odczucia i dlaczego właściwie wodny?

   Krem zrobiony jest na bazie wody, co widać na pierwszy rzut oka. Jest bardzo rzadki, szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy co jest jego ogromną zaletą. Mimo, ze jest to krem regenerujący, to poza wygładzeniem skóry, pomocy w odbudowie naskórka, również bardzo przyjemnie nawilża. Idealnie łagodzi zarówno uczucie napięcia jak i przesuszenia skóry. Producent zaleca go do stosowania pod inne kremy, jednak samodzielnie też radzi sobie świetnie. Dzięki temu, ze szybko się wchłania, fajnie sprawdza się pod makijaż. Ma bardzo delikatny, przyjemny zapach. Być może jest to orchidea, która jest widoczna na opakowaniach, jednak znawca od zapachów nie jestem, potrafię odróżnić tylko 2 - ładny i brzydki. :D Przeznaczony jest do stosowania zarówno na dzień jak i na noc. Nie podrażnił mojej skóry, nie wywołał żadnych reakcji alergicznych, wyprysków.




 Aktualnie jest moim ulubieńcem i pomaga, gdy inne kremy zawodzą i zapychają. Długo szukałam czegoś takiego i oto jest. ♥ A jakie są wasze ulubione kremy? Wolicie kosmetyki lżejsze, które nie zostawiają lepkiej warstwy, czy bardziej ufacie tym 'bogatym', gęstym produktom?


 ~ xoxo i do następnego ↟



#38 NeoNail Warming Memories + paznokcie

 Hej! Dziś przychodzę do Was z lakierami hybrydowymi, których kolory mnie totalnie zauroczyły. kolekcja Warming Memories pojawiła się ju...

Copyright © 2016 Ksanaru , Blogger